Wstęp
W piątek trzynastego po ciężkich próbach (nieudanych z resztą) przeniesienia numeru, zmęczeniu jazdą tramwajem i podpisaniu umowy z Play, trafił do mnie Samsung Galaxy Gio. Moje pierwsze wrażenia co do tego telefonu były następujące: „Jej! W końcu nowy telefon!”. Uprzejma pani z salonu wręczyła mi do ręki Gio i od tej pory nie odstąpił ode mnie na krok. A zwłaszcza, gdy dotarłam do domu i złapałam za pudełko oraz najważniejszy – kabel USB. No właśnie, ale co się w tym pudełku znajduje? Znajdziemy w nim słuchawki (nie sprawdzałam ich jakości), kabel USB, gwarancję, kartę pamięci o pojemności 2 GB (do Gio przełożyłam mojego Kingstona 8 GB). Podoba mi się, że producent pokusił się o tak mały zestaw, bo od tych kartonów moja półka pęknie nie długo w szwach.
Telefon
Sam Samsung prezentuje się znakomicie. Wydaje mi się, że obudowa wykonana jest w całości z plastiku – ale nic nie trzeszczy, za to ładnie się prezentuje. Producent nie zawojował na polu przycisków – nie uraczymy dedykowanego klawisza do aparatu. Na górnej części telefonu znajduje się jedynie wejście jack 3,5mm, po lewej przycisk głośności, u dołu mikrofon oraz wejście microUSB. Za to po prawej stronie dość niepewne wejście na kartę pamięci i przycisk włączania/blokady ekranu. Tylna część wita nas napisem Samsung, średniej jakości głośnikiem i malutkim obiektywem aparatu. Klapka wykonana jest z plastiku z takimi dziurkami – miło się go trzyma w rękach. Uważam jednak, że jest ona trochę za śliska. Na przodzie natomiast, prócz oczywiście ekranu o przekątnej 3,2” mamy napis Samsung, głośnik rozmów oraz trzy klawisze: zwykły menu z ciekawym, chropowatym wzorkiem; oraz dotykowe powrotu i ustawień. Całość wykończona jest zaokrąglonymi rogami. Jednym słowem – na babskie wymagania, przynajmniej w moim odczuciu, spełnia normy „dobrze wyglądającego” telefonu.
Multimedia i pierwszy raz
Dwudniowa przygoda z Gio nie pozwoliła mi na razie na przetestowanie wszystkich jego możliwości. Jest to mój pierwszy telefon na Androidzie i miałam obawy, czy łatwo uda mi się „przesiąść” na niego z poczciwej 5800. System okazał się jednak intuicyjny i w miarę prosty, więc przystąpiłam do połączenia się z Marketem i pobrania apndroid. Po skonfigurowaniu ustawień (przyznam, że miałam z tym problemy – dotyk, w porównaniu z Nokią, jest o wiele bardziej czuły i zdarza się, że nie dotknę jeszcze ekranu a już coś wcisnę) i zainstalowaniu ważniejszych aplikacji, nadeszła pora na gry i aparat. Zacznijmy może jednak od tego drugiego. Robi zdjęcia dość przyzwoite – nie spodziewałam się wiele po 3,2 mpx – ale od zdjęć mam cyfrówkę. Brak diody doświetlającej na pewno wpływa negatywnie na komfort korzystania z aparatu, lecz przypuszczam, że nawet gdyby ją posiadał – na trudne warunki nie przydałaby się wcale. Ewentualnie mogłaby służyć jako latarka
Myślę, że próbki wideo nie ma potrzeby w ogóle pokazywać. Producent na tym polu całkowicie leży.
EDIT: Po miesiącu mam już pewien obraz obsługiwanych multimediów i płynności. W gry Gameloftu raczej nie pogramy na Gio, Angry Birds Rio przy dużej ilości ptaszków, belek i innego ustrojstwa potrafi zwolnić. Wormsy chodzą płynnie, Doodle Grub, Stupid Zombies i Pottery to naprawdę fajne gry (no ale zbaczam z tematu). Rozdzielczość też nie jest zbyt przystosowana do grania, ale to naprawdę można przeboleć. Tyle ile aplikacji się natestowałam to za całe życie. Denerwuje tylko oczekiwanie – teraz w ruch poszło ARMv7 i trudno o grę z dobrą grafiką na „starsze” modele.
Te zdjęcia...
Z muzyką też nie jest najgorzej. Średniej jakości głośnik nie daje „czadu” – lepiej gra 5800 (co prawda ma przecież stereo ). Po podłączeniu moich pchełek ep-630 dźwięk na słuchawkach prezentuje się bardzo dobrze – najlepiej z podbiciem basów na equalizerze. Standardowo są w nim takie ustawienia jak rock, pop itd. i nie można dodawać swoich. A obsługa wbudowanego odtwarzacza jest również dobra. Filmy… szczerze to nie oglądałam ani jednego filmu. Te w MP4 chodzą płynnie.
EDIT: Testowałam również odtwarzacze, zarówno PowerAMP jak i PlayerPro są ciekawe, mają equalizery i można się postarać o dobry dźwięk.
System
Podoba mi się w nim rozwijana górna belka z ustawieniami włączenia/wyłączenia wifi, bluetooth, gps, profilu cichego i automatycznego obrotu ekranu. Nakładka TouchWiz jest dosyć konfigurowalna a w połączeniu z tym, co możemy sobie dograć prezentuje się genialnie. Do wprowadzania tekstu możemy korzystać ze standardowej klawiatury qwerty, alfanumerycznej lub swype. W menu panuje istny burdel i pomieszanie – za dużo do układania, więc najważniejsze powrzucałam na pulpit.
EDIT: Teraz naprawdę wolę Swype – chyba najlepsza klawiatura. Na masakrę w menu poradziłam Go Launcherem i powrzucałam w foldery. Denerwuje mnie też podłączanie telefonu do komputera, za każdym razem trzeba wyłączać debugowanie usb. Z wifi nie mam problemów, bluetooth też działa (to raczej nie niespodzianka ). Na razie siedzę na stockowym romie i bez roota. Uznaję, że nie komplikuję sobie życia, chociaż może jest na odwrót
Podsumowując
Jak na telefon, za który przy umowie zapłaciłam 219 złotych prezentuje się wyśmienicie. Czuły dotyk, szybkość i sprawność przemawiają za tym modelem, a w zestawieniu z może dość nieoryginalnym, ale ładnym wyglądem jest ciekawą propozycją dla tych, którzy szukają taniego smartfona ze średniej półki.
*Te nieszczęsne próbki możliwości aparatu, nareszcie dodane
